Kiedy jest Ci tak źle, że już gorzej być nie może, zacznij się walić kijem po nodze. Kiedy przestaniesz, od razu poczujesz się lepiej.
– F. Gump
Stara historia, wczoraj przypomniana.
Jadę na ważny egzamin na początku studiów. Zima. Psuje się autobus, przez co spóźniam się na pociąg. Na egzamin też. Zdaję jednak później, po trzech godzinach nerwów. Dzień zaczął się źle, ale teraz już jest ok.
Przez obsuwę z egzaminem spóźniam się na próbę do teatru. Na tyle, że już kończą. No trudno. Zwijam się do domu. Ten średnio udany dzień też zaraz się kończy.
Z daleka widzę tłumy na przystanku tramwajowym. Pada mroźny deszcz. Podchodzę – trakcja zepsuta. Wszystko stoi. Dobra, nie ma co, idę na pociąg. – No, ja już pół godziny stoję, coś się zepsuło. – Oznajmia jakiś pan na peronie SKM z tłumu tych wszystkich, którzy wpadli na ten sam pomysł co ja. Dosyć tego. Zawracam.
Żeby przeczekać całe zło, w ciepłym centrum handlowym rozglądam się za ławką. Brak. Siadam na brzegu fontanny i oddycham z ulgą. – Tu nie wolno siadać. – Oznajmia ochroniarz. Najwyższą siłą woli nadal zachowuję się jak cywilizowany człowiek.
Dwie godziny później udaje mi się dotrzeć do domu. Zmęczona. Zmoknięta. Przemarznięta. Wreszcie. Finito. Wchodzę do kuchni, a tam, na blacie, stoi jedna, jedyna rzecz – słoik kompotu z wiśni.
Tak.
To jest to.
Już wszystko będzie dobrze.
Nie mogę otworzyć słoika.
Wołam mamę, chwytamy słoik razem. Nic. Kolejna próba. Nic.
– No to nie będzie kompotu. Weź coś innego. – Rzuca beztrosko mama.
Rozpłakałam się.
Mama wytrzeszcza na mnie oczy. Zrywa się zdezorientowana i rzuca z przestrachem – To może ja przyniosę drugi z piwnicy.
Morał:
Czego ryczysz dziewczyno, jest drugi słoik.

Modelka ucharakteryzowana: Karolina Rucińska