Za miesiąc festiwal Mt. Olymprov w Atenach i możecie się spodziewać na nim polskiego szturmu. To nie pierwszy raz, kiedy podbijamy zagraniczny festiwal dużą ekipą. Parę razy słyszałam już (pozytywne) zdania zaczynające się od „Wy Polacy na festiwalach…” i postanowiłam się nam przyjrzeć. I z wewnątrz, i z zewnątrz, w kontekście innych zachowań kulturowych. Poniższe przykłady są wyekstrahowane z większości. Możesz nie mieć z nią nic wspólnego. Zachęcam do tworzenia alternatywnych list. Teraz pytanie – jak bardzo, od 1 do 12, festiwalujesz w Polskim Stylu?

  1. Zbierz drużynę. 

    Otworzyli zgłoszenia na festiwal, na który chcesz jechać? Daj znać przyjaciołom. Daj znać lokalnej społeczności. Daj znać studentom. Jak już zbierze się ekipa, zgadajcie się, załóżcie konwersację na fejsie, zróbcie wspólnie research o lotach, doradzajcie sobie, podróżujcie razem. A potem trzymajcie tę konwersację, bo trakcie festiwalu będzie się powtarzać pytanie „Gdzie jesteście? Ktoś idzie gdzieś jeść?”

  2. Przygotuj się. 

    Po pierwsze, jak tylko możesz, nie jedź prosto na festiwal, daj sobie dzień przed, czy dzień po, żeby się zaaklimatyzować, zobaczyć miasto, poczuć klimat. A dalej to już szykuj bilety, ściągaj mapy, sprawdź pogodę (nie ma to jak wypchać bagaż podręczny niewłaściwymi ciuchami). Zrób research, zaklep miejsce na tych warsztatach, które Cię interesują. Miejsca szybko się kończą. Bilety szybko drożeją. Za miesiąc festiwal w Atenach. Mamy na fejsie konwersację w 20 osób. Wiemy, kto, kiedy, czym leci, na jakie warsztaty idzie, gdzie śpi i czy wykupił duży bagaż. Jesteśmy. Gotowi.

  3. Zadbaj o siebie. 

    Trzy słowa: Elektrolity, witaminy i woda. Jak chcesz imprezować jak Polacy, musisz mieć zdrowie. Lepiej zapobiegać, niż leczyć. Dotrzymuj nam kroku w zdrowym stylu. Jak łatwo palisz się na słońcu, bierz krem z filtrem, jak masz alergie, bierz tabletki, jak masz nowe buty, weź plastry (sandałowy koszmar). Jak potrzebujesz spać, idź spać, zamiast siedzieć i się męczyć. To jest kilka dni. Jak będziesz wrakiem człowieka po dwóch dniach, to będziesz jak Matthew Perry, Chandler, który mówi, że w ogóle nie pamięta połowy kręcenia „Przyjaciół”.

  4. Kto zabroni biednemu bogato żyć. 

    Nie ma się co oszukiwać, nawet w Polsce nie jest łatwo wyżyć, a co dopiero za granicą, gdzie wszystko jest 2-3 razy droższe. A wydaliśmy kupę hajsu na loty, noclegi, karnety i warsztaty, zanim nawet postawiliśmy stopę na zagranicznej ziemi. Dlatego, zamiast się dziwić, czerp przyjemność z tego (legalnego!) piwa w pięknym, greckim parku, zamiast browaru kraftowego w barze;  smakuj te lokalne sery i owocki ze sklepu na drugie śniadanie, zamiast lunchu w polecanej katalońskiej restauracji.

  5. Baluj do rana (i tańcz).Jak nas choć raz spotkaliście, to już wiecie. Jesteśmy GLADIATORAMI festiwalowych imprez. Owszem, przepłyniemy galeonem morze piwa, ale nigdy się przy tym nie upodlimy. Idziemy spać, kiedy pora zamknąć imprezę i czujemy, że teraz już możemy. Dziczejemy na festiwalach, gdzie imprezy kończą się o 1 w nocy. Jak zaczniemy dyskutować o impro, godziny lecą jak minuty. Jak ktoś rzuci spontaniczny pomysł, prawdopodobnie wniesiemy go na jeszcze wyższy poziom. Kiedy nikt nie tańczy, „bo to raczej taka posiadówa”, to wkroczymy, jak na parkiet w Barcelonie i 10 minut później pół klubu będzie tańczyć. Kiedy nie ma parkietu, znajdziemy sobie swój kącik, swój korytarz i swój głośniczek, i swoją awaryjną playlistę na Spotify’u. ALE! Nie ma szaleństw, kiedy wiesz, że następnego dnia uczysz, albo występujesz. Wtedy Twoją odpowiedzialnością jest z godnością wyjść z imprezy w jej najlepszym momencie i ZMUSIĆ się, by zasnąć i zdrowo zregenerować. I wtedy masz takie wspomnienia, jak ja, kładąca się do łóżka w Barcelonie, tak naprawdę tuż po zakończonych występach i po chwili słyszę Kasię, z którą występuję następnego dnia, z górnego łóżka rzucającą sfrustrowane bluzgi. „Co się dzieje?” pytam. „Nie mogę zasnąć”. I leżymy tak w ciemności, słuchając przez okno gwaru imprezy przez 10 minut, po czym bluzgi się powtarzają. „Może to nie ma sensu i powinnyśmy tam wrócić?” „NIE, zmuś się i śpij”. I tak też zrobiłyśmy. ODPOWIEDZIALNOŚĆ, bitches.
  6. Graj w niepoprawne gry.Żeby nie było, to nie tylko nasza specjalność. Jakoś w Atenach to francuski akcent wybijał się ponad inne, ale nie da się ukryć, że nie potrafimy przejść obojętnie, gdy słyszymy „Kto przy tym stole…”, albo „Nigdy w życiu…”, albo „Kogo byś…” Te gry nie wniosą nowych wartości do naszego życia. Powiem więcej, im częściej w nie gramy, tym bardziej zdegenerowane się robią. Kto był na ostatnim Podaj Wiosło i wpisał się na listę?… (ja tak). A jeśli nigdy się z tymi grami nie zetknąłeś, to pewnie znaczy, że chodzisz spać przed 3 nad ranem…
  7. Wstawaj na warsztaty.Nieważne, ile spałeś, łaziłeś, piłeś, tańczyłeś. Zapisałeś się, zapłaciłeś, przyjechałeś się rozwijać, to wstajesz i idziesz.  A nawet, jeśli kończysz imprezę w Barcelonie o 7 rano i o 9 rano musisz ruszyć na warsztat, to siedzisz na łóżku 15 minut, mantrując „nie dam rady”, patrząc, jak Twoja towarzyszka w lepszym stanie już prostuje włosy po prysznicu, po czym spływa na Ciebie moc zamku posępnego czerepu i bez słowa wstajesz, ubierasz się i wychodzisz. I oczywiście jesteś na czas, patrz punkt następny.
  8. Bądź punktualny.Nam nie trzeba tego mówić. Czy to wstawanie na warsztaty, czy zajmowanie miejsc w teatrze. Po to jest grafik. Po to jest zegar. A potem doznajemy szoku, zwłaszcza na południu Europy, że siedzimy jak kołki i kujony przez kolejne pół godziny, kiedy ludzie się schodzą. Jak to, zaczynać spektakle z taką obsuwą? To o której zacznie się następny? We Włoszech na festiwalu gdzie uczyłam, mieliśmy wieczór pokazów po trzech dniach warsztatów, który zaczynał się o 22.00. Późno, ale Włochy, ok. Tylko, że ja wyszłam na scenę z moją grupą o 1:30 w nocy i nawet nie byliśmy ostatni! Byłam jedyną zaskoczoną osobą, wykrzykującą, że jako człowiek z północy nigdy nie wyszłam na scenę tak późno. A w Bułgarii? Przychodzę przed czasem na warsztaty, które prowadzę, a tam pusto! Na czas jest połowa grupy, a gdy pytam, co się stało, mówią, że się „ludzie będą schodzić przez pół godziny.” „PÓŁ GODZINY?” – pytam. „Przecież te warsztaty trwają tylko trzy godziny!” Na co oni potakują, mówiąc „No właśnie, czyli nadal mają dwie i pół godziny”. Moja nadbałtycka dusza doznała kulturowego szoku po raz kolejny.
  9. Rób drzemki. 

    Nie jesteśmy robotami. Jak nie śpisz po nocach, to musisz się regenerować za dnia. W pokoju, na kanapie, na plaży, w garderobie. Tylko niech Cię przyjaciele mają na oku, żebyś się obudził na czas i ze wszystkim, co powinieneś mieć. Ten punkt akurat na mnie nie działa, nie umiem spać za dnia, za to moja siostra umie zawsze i wszędzie.

  10. Dawaj czadu na scenie. 

    Zgłaszaj się do Mixerów. Zgłaszaj się ze swoją grupą. A kiedy już będziesz na scenie, bądź odważny i baw się dobrze, a wpiszesz się w to, co o nas mówią.

  11. Zawieraj przyjaźnie. 

    Bądź dobry dla ludzi. Dbaj o swoich przyjaciół i bądź otwarty na nowe znajomości i nie bój się, nie daj się onieśmielić. Niezależnie od nacji i statusu w środowisku, wszyscy improwizatorzy są życzliwi i ciekawi innych. Możesz poznać bratnie dusze w naszej pięknej sztuce, które nie skończą się na kilku komentarzach pod zdjęciami na fejsie po festiwalu. Witanie słońca na imprezach w Atenach może się skończyć powstaniem polsko-francusko-greckiej grupy znajomych będących w codziennym kontakcie, którą nazwaliśmy The Allnighters i która odlicza dni do obchodzenia rocznicy na Mt.Olymprov. Nocne rozmowy o życiu podczas imprezy na greckiej ulicy mogą skutkować spotkaniem w Berlinie na urodzinowy występ kilka miesięcy później. Możesz sobie nawet nie zdawać sprawy, jakie relacje mogą zakiełkować z festiwalowych ziaren. I czasem siedzisz w środku nocy i chcesz z kimś pogadać… i wiesz, że niezależnie od pory, zawsze ktoś z impro świata akurat ma dzień i przerwę na kawę w Nowym Jorku, czy Melbourne.

  12. Buduj legendę. 

    „Ty też jesteś z Polski? Ach, tak, Wy macie wspaniałe, silne improwizatorki!” usłyszałam w Barcelonie. „Ach, Ty jesteś z Polski! Wy jesteście wszędzie, taką wielką grupą, wariaci!” usłyszałam w Atenach i zaskoczona zapytałam „Wszędzie? Czyli gdzie?” „No chociażby w Barcelonie!” I tak, Moi Drodzy buduje się legendy. Niech będą jak najlepsze 🙂

 

Ile punktów zabraliście? Jeśli mało, to tylko dowodzi, że wszyscy jesteśmy indywidualistami. A może dodalibyście kolejne punkty? Każda grupa i każda nacja ma swój charakter. A jeśli masz dużo, to z kolei dowodzi, że nacje nie mają żadnego znaczenia, gdy jesteśmy improwizatorami 🙂