Impro? Pierwsze słyszę

Jako trenerka i performerka wiem, jak czasami trudno jest się dogadać z ludźmi komedii, ponieważ operują z przyzwyczajenia swoim slangiem, który nie jest zrozumiały dla ludzi, którzy się tym nie zajmują.

Opowiem Wam nie tylko, czym jest impro, ale też czym różni się od stand-upu i kabaretu, czego możesz się spodziewać po występie improwizowanym, czego możesz się spodziewać po warsztatach indywidualnych i po warsztatach biznesowych. Są to trzy obszary, w których możesz się po raz pierwszy z impro zetknąć. Zacznijmy może od tego, że impro to jest oczywiście skrót od improwizacji, ale w zasadzie nie jest używane do niczego innego niż do określenia tej sztuki scenicznej. Impro jest to dziedzina sztuk scenicznych, która w zależności od intencji artysty, plasuje się bliżej komedii lub dramatu. I w związku z tą rozpiętością, możecie spotkać się z różnym nazewnictwem. Możecie iść na impro, które będzie miało w nazwie teatr improwizowany, a inne będzie miało komedia improwizowana, a jeszcze inne będzie miało improwizacje kabaretowe i wszystko się zgadza.

W improwizacji sam proces jest efektem. Oglądamy show, czy spektakl, powstający na żywo, na naszych oczach i często z naszym bezpośrednim udziałem. Ze względu na unikatowość bycia tu i teraz w impro, jako widz i jako performer, sztuka ta dużo traci w momencie bycia nagraną i odtwarzaną. Jak odtworzyć uczucie bycia tu i teraz? W związku z tym też impro przedziera się do świadomości ludzi wolniej niż np. stand-up, mimo że obie te sztuki wyruszyły w podobnym czasie w naszym kraju. A stand-up nie traci tak wiele po byciu nagranym, dlatego bije rekordy popularności, chociażby na YouTubie albo Netflixie. I tutaj możemy przejść do takiego najprostszego rozróżnienia między trzema formami komedii, jakimi jest impro, stand-up i kabaret.

Zacznijmy od impro. Impro to w większości postaci fikcyjne. Z momentami, kiedy improwizatorzy dzielą się prywatnymi przemyśleniami z widownią albo z nią rozmawiają, impro w zasadzie nie ma czwartej ściany i jest w stałym kontakcie z widzami. I buduje swoją treść często na tym właśnie kontakcie. I nie ma scenariusza, nie ma napisanego tekstu. Stand-up to w większości monolog komika bądź komiczki ze scenariuszem wcześniej napisanym, nieodgrywający postaci, a zbudowany na osobistych przemyśleniach, z okazjonalnym dialogiem z widownią. Kabaret natomiast to bazujące na scenariuszu skecze odgrywane przez kabareciarzy, którzy wcielają się w fikcyjne role i z reguły nie nawiązują bezpośredniego kontaktu z widownią.

Jakbym miała wskazać największe siły i słabości tych trzech form, to powiedziałabym, że w impro są to te momenty, kiedy utożsamiamy się z bohaterami i podziwiamy błyskotliwość improwizatorów i wciągamy się w historię, której już nigdy nie zobaczymy. Słabe impro jest o niczym. I wtedy zazwyczaj improwizatorzy są rozkojarzeni i siebie nawzajem nie słuchają i zaczynają wpadać w panikę. Siłą stand-upu są błyskotliwe monologi, które pokazują nam otaczający nas świat w sposób, w który myśmy na niego nie patrzyli. I świetny stand-up pokazuje nam charakter performera, jego wrażliwość i inteligencję. Natomiast jak traficie na słaby stand-up, to będzie to parada niedojrzałości emocjonalnej, seksizmu, homofobii i rasizmu i jeszcze bez puenty. I jeszcze Wam powiedzą, o co Ci chodzi, to jest stand-up! Siłą kabaretu jest mocny tekst. Kiedy zobaczymy świetny skecz, to widać, że on jest dobrze napisany, ma zwroty akcji, ma puentę, ma ciekawych bohaterów i czymś nas zaskakuje. Kiedy mamy słaby skecz, to będziemy oglądać faceta przebranego za babę, który gada o swojej starej, a ksiądz pedofil i policjant chlejus. Czyli znowuż, stereotypy i do tego jeszcze przewidywalność.

Jak trafić na dobrą komedię? Jeśli chodzi o impro, to możecie zajrzeć na przykład na festiwale, gdzie macie dużo napakowanych grup. W jeden dzień sobie zrobić taki przegląd i wybrać coś, co Wam się podoba. Pójść sobie na jedną formę i zobaczyć, czy Wam się spodoba. Jak nie, to spróbować innej. O formach zaraz Wam powiem. Ze stand-upem i kabaretem jest o tyle łatwiej, że można po prostu sobie najpierw w domu przejrzeć jakieś nagrania i zobaczyć, czy coś do Was przemawia, czy nie. A jeśli chodzi o kabaret, to polecałabym szukać w internecie, a nie w telewizji, bo telewizja często robi z nas idiotów i często kabarety, które mają wartościowy materiał, nie są w stanie pokazać go w telewizji, ponieważ telewizja go zablokuje i wybierze taki, który będzie najbardziej strawny dla większości.

Czego możecie się spodziewać po występie impro? No na przykład, że będą Was pytali o inspirację ze sceny. Może się zdarzyć, że ktoś zada akurat Tobie konkretne pytanie, albo zada całej widowni i wtedy masz prawo, ale nie masz obowiązku udzielać odpowiedzi. A o co mogą pytać? O bardzo różne rzeczy, które mają być pożywką dla ich wyobraźni, kiedy już zaczną grać. Mogą was pytać o miejsca, o Wasze historie, o Wasze przygody, o postaci, które byście chcieli zobaczyć na scenie. I możecie śmiało siadać w pierwszym rzędzie, bo to nie stand-up, więc nikt Was nie zje. Prawdopodobnie przed występem będzie tzw. rozgrzewka dla publiczności. I rozgrzewki są różne, ale chodzi o to, żeby Was trochę uruchomić, żebyście chcieli nawiązywać dialog z występującymi i współtworzyć ten spektakl. I niektóre z rozgrzewek są… Powiedziałabym, komfortowe dla introwertyków też, a niektóre są bardzo niekomfortowe, kiedy nagle np. musicie rozmawiać z obcymi ludźmi wokół was, albo nie daj Boże, zrobić im masaż. Nikt wam nie każe robić rzeczy, których nie chcecie. Więc jakby wam się to trafiło i nie chcielibyście kogoś masować, to nie róbcie tego po prostu. Idziecie tam, żeby się bawić. Z reguły są to rozgrzewki typu, powiedzcie jakieś słowo, albo zróbcie jakiś dźwięk, albo powiedzcie nam coś.

W opisach wydarzeń możecie znaleźć wspomniany przeze mnie na początku slang. Jeżeli zobaczycie w opisie coś takiego jak „krótkie formy” albo „gry”, to znaczy, że dostaniecie ze sceny bardzo dynamiczne show składające się z gier, które mają swoje określone zasady i są wyzwaniami dla graczy, którzy muszą mówić zdania na określoną literę alfabetu, albo kiedy muszą grać konkretną postać, nawet jeżeli nie wiedzą, czym, kim ta postać jest. Kiedy muszą się zmagać z zadaniami, które nie wiadomo, czy im wyjdą i jest to atrakcyjne i jest to przygoda. Tak zwane „długie formy” to po prostu spektakle fabularne, które mogą mieć strukturę linearną, od początku do końca opowiedzieć historię jakichś bohaterów i ich przygód w jakimś świecie, który im dacie, albo w jakiejś konwencji. Możecie pójść na horror, możecie pójść na western, albo może to być zbiór mniejszych historii połączonych czymś, jak na przykład w filmach typu „Love Actually”. Tak czy inaczej, polskie impro goni to światowe i możemy wybierać spośród coraz większego wachlarza charakterystycznych stylów konwencji, a nie tylko, w cudzysłowie, pójść na impro. Prawdopodobnie też macie jakichś swoich ulubionych stand-uperów albo kabarety i za coś konkretnego ich lubicie. I z impro też tak jest. Więc to, że pójdziecie na jeden spektakl, nie znaczy, że wszystkie będą takie same. I całe szczęście! Niechże to będzie różnorodne. Oczywiście możecie się spodziewać, że będzie śmiesznie, bo impro przez swoją naturę tworzenia tu i teraz zawsze jest w jakimś stopniu zabawne. Nawet jeżeli improwizatorzy próbują zagrać poważną scenę, to śmiech nie jest reakcją tylko na śmieszne słowa i na żarty. Śmiech bywa reakcją ulgi, więc zdarzy się, że zobaczycie scenę, która jest bardzo poważna i ciężka i wtedy wystarczy, że ktoś charknie albo krzywo stanie i widownia wybucha śmiechem, bo musiała to jakoś zwentylować. Według mnie najlepsze impro to jest takie, gdzie możesz popłakać się ze śmiechu, ale też ze wzruszenia, więc możecie się spodziewać całego wachlarza różnych emocji, w zależności od tego, jaki spektakl zbierzecie.

Czasem scena jest zbyt idealna i widzowie zaczynają wątpić w to, czy to jest improwizowane i to jest wielki komplement dla grających. A z drugiej strony chcemy widzieć te wady i jak ludzie się męczą, bo nas to bawi. Czasem widz pomyśli „zrobiłbym to lepiej”. Z perspektywy widowni wszystko da się zrobić lepiej.

Czego możecie się spodziewać po warsztatach improwizacji? Po pierwsze, że zweryfikują bardzo szybko, czy zrobiłbyś to lepiej. Wejdziesz w buty takiego improwizatora i szybko się okaże, że chyba jednak trzeba się napracować, żeby mieć tę lekkość, która daje nam złudzenie tego, że wszystko jest proste. To nic, ponieważ na warsztatach poprzez różne ćwiczenia i gry będziecie zwiększać poziom trudności w sposób w ogóle niezauważalny dla uczestnika. I bezboleśnie będziecie wchodzić w coraz trudniejsze rzeczy, jeżeli spojrzycie na siebie 3 miesiące wcześniej, to dostrzeżecie jak szybki potrafi być to progres. Bo improwizacja się ćwiczy, improwizacja nie oznacza bycia nieprzygotowanym. Improwizacja oznacza bycie zawsze gotowym na nieoczekiwane. Dlatego też podczas takich warsztatów ćwiczy się różne umiejętności, które pomagają nam później na scenie wydobyć z siebie swoją kreatywność, przebojowość. Słuchanie drugiej osoby. Bo to nie jest takie oczywiste w dzisiejszym świecie. Pomyślcie sobie, ile razy siedzicie na imprezie przy stole, ktoś coś opowiada, a ktoś inny już się wtrąca ze swoją opowieścią. Dlatego na takich warsztatach będziecie się uczyć uważności na drugiego człowieka i na siebie też. Obserwowania swoich reakcji, cudzych reakcji i tworzenia czegoś razem.

Poza tym to co jest istotne, to że przychodząc na takie warsztaty po raz pierwszy, nie musisz mieć żadnego przygotowania, bo po to są warsztaty, żeby właśnie się przygotować. Nie musicie być przebojowi i pewni siebie. Bo wiecie co? Czasami ludzie, których widzicie na scenie, również nie są pewni siebie i przebojowi, tylko nauczyli się jak to grać.

To, co może Wam się wydać dziwne na początku to rozgrzewki. Bo na każdych warsztatach są rozgrzewki, inne niż te dla widowni na występach. Z reguły rozgrzewki na warsztatach służą temu, aby odciąć się od tego dnia pracy, od zmartwień, żeby skupić się na byciu tu i teraz. I część tych rozgrzewek jest po to, żeby rozgrzać trochę ciało, więc może być coś bardziej fizycznego, żeby się skupić i żeby rozgrzać mózg. Te gry nazywam mózgotrzepami. Potem dopiero przechodzi się do głównego tematu warsztatów. Na takich zajęciach poznacie od początku zasady, które pomogą wam stawiać pierwsze kroki na scenie. Zasady, które pomogą wam zrozumieć, jak funkcjonuje scena i jak funkcjonuje komedia. Nie znaczy to, że macie za nimi ślepo podążać, tylko mają wam uświadomić pewne procesy zachodzące w głowie i na scenie, a z czasem będziecie mogli je łamać, jak już zrozumiecie, o co w nich chodzi.

Dlatego też polecam Wam, jeżeli się tym zajaracie, pójść też do różnych trenerów i zobaczyć sobie, jakie inni mają podejście i wypracować sobie swoje po tym, jak już przefiltrujecie cudzą naukę przez siebie. I to, czego się możecie na pewno spodziewać, to poznanie mnóstwa fantastycznych ludzi, którzy robią totalnie różne rzeczy w życiu i z zupełnie różnych pobudek zapisali się akurat na takie, a nie inne zajęcia. To jest super! Dodam, że nikt od Was nie oczekuje, że po takich warsztatach będziecie wychodzić na scenę. Możecie, ale nie musicie. Wielu ludzi po prostu chce potrenować swoje umiejętności i wzbogacić swoje codzienne życie, a niekoniecznie iść w blask reflektorów. I obie drogi są tak samo dobre. Po prostu róbcie, co chcecie.

Czego możecie się spodziewać po warsztatach improwizacji w biznesie? U nas jest to jeszcze cały czas stosunkowo nowy typ treningu, aczkolwiek jak spojrzycie na tzw. zachód, to wszystkie największe firmy, jeżeli nie mają stałych treningów z improwizacji, to przynajmniej ich kadra przeszła przez takowe. Sama prowadziłam warsztaty z improwizacji w biznesie dla przeróżnych grup zawodowych. Od zespołu pralni, przez coachów dla jednego z banków, sekretarki pewnych szkół policealnych, księgowych, harcmistrzów, sportowców, dla bardzo różne grupy. Po pierwsze, na pewno możecie spodziewać się innej terminologii niż na warsztatach indywidualnych. Bo tak jak my, komicy, mamy swój slang, tak biznes ma swój. Z natury skupiamy się na innych rzeczach. A na jakich? To już zależy od Was i Waszej firmy i tego, czego w danym momencie potrzebujecie. I dlatego ważne jest, żebyście się ze swoim trenerem bądź trenerką na początku komunikowali, czego potrzebujecie, żebyście to dostali. Bo można poprosić o pakiet wprowadzenia improwizacji dla biznesu i to jest jak najbardziej w porządku, ale może macie coś, na czym najbardziej Wam zależy, bo może akurat potrzebujecie skupić się na budowaniu zespołu albo na radzeniu sobie w kryzysie. Albo na sprzedaży i na kontakcie z klientem, może na wystąpieniach publicznych, albo na pracy kreatywnej nad projektem. Albo potrzebujecie popracować nad odważnym podejmowaniem decyzji za siebie i za swój zespół, i nad pozbyciem się blokującego lęku przed oceną. A już na samych warsztatach możecie się spodziewać, że na pewno nie będzie to wykład. Wszyscy biorą czynny udział. A zadania mogą być indywidualne, w parach, czy grupowe. A po każdym z ćwiczeń powinno być omówienie tego, co ono nam daje.

Podsumowując, uważam, że improwizacja jako umiejętność jest bardzo przydatna i w sferze prywatnej i zawodowej. A jako forma sztuki i rozrywki może być po prostu tym, czego chcecie. Więc jeżeli po prostu chcecie pójść i się wyluzować i się pośmiać, to idźcie i się nie zastanawiajcie.


Wersja do posłuchania

Listen to „Impro? Pierwsze słyszę” on Spreaker.

Podobne wpisy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *