Impro praktyka #4 – co masz mi do powiedzenia?

„Zastanów się, kim musi być człowiek, żeby miał prawo mówić do innych ze sceny.” – przeczytałam w magazynie, leżąc na plaży podczas moich wakacji od impro. I westchnęłam ciężko, bo co to za wakacje, kiedy wena przysiadła na kocyku i mi wysyła buziaczki.

Zdanie to przywołuje w wywiadzie aktorka. Usłyszała je od profesora, podczas studiów na wydziale aktorskim. I jest to pierwsze pytanie, nad którym chciałabym, żebyś się teraz zastanowił/a.

Uprzedzam. W tym tekście będzie więcej pytań, niż odpowiedzi. I Ty masz na nie odpowiedzieć. Nie mi. Sobie. Albo najpierw sobie, a potem mi, w komentarzach.

Read More


Filmy jak perfumy.

-No i jak?

Pierwsze pytanie po wyjściu z kina. A jeśli nie padnie, to jest to największy dramat filmu, bo znaczy, że był tak nijaki i nie ma o czym gadać. Kiedy zaczynałam studia z reżyserii, myślałam, że najgorsze, co może się stać, to zrobić zły film. O którym ludzie będą mówić, że jest zły, bo to, bo tamto. A po studiach stwierdziłam, że jest coś gorszego. Zrobić nijaki film. Zwróćcie uwagę na napisy końcowe dowolnego filmu kinowego. Choćby największego gniota. Przy nim pracowały dziesiątki, jak nie setki ludzi. Od aktorów, reżyseria, operatora, dźwiękowców, scenarzystów, montażystów, producentów, charakteryzatorów, kompozytorów, po catering, kierowców, animatorów, stand-in’ów (czyli ludzi, którzy stoją zamiast aktora podczas ustawiania kamery, żeby on nie musiał tak stać, tylko sobie usiadł, wziął łyka kawy, powtórzył tekst i porozmawiał z reżyserem), asystentów, scriptów (pilnujących, które ujęcia już nagrane, a której jeszcze nie), speców od kontynuacji (który patrzą w ekranik i pilnują, żeby warkoczyk był po dobrej stronie i rekwizyt na miejscu), właścicieli lokali i treserów psów potrzebnych do filmu, i dziesiątki, setki innych. I oni wszyscy pracują nad tym, poświęcając się od świtu do zmierzchu, aż nie padną. Nie dni. Tygodnie. Miesiące. Preprodukcji, kręcenia, postprodukcji.

I gdy ludzie wychodzą z kina i zamiast być wzruszeni, to wzruszają ramionami, to jest dramat. I gdy ludzie, zamiast kłócić się, czy film jest dobry, czy bardzo zły, po prostu nie idą do kina, bo „nic ciekawego”, to jest dramat.

A z drugiej strony, zdarzało się, że wychodziłam ze znajomymi z kina i nie odzywaliśmy się kilka minut, idąc na przystanek, bo nie wiedzieliśmy, co powiedzieć. Bo w każdej głowie się kotłowało i myślami jeszcze nie wyszliśmy z filmu. Bo jeszcze przeżywaliśmy. Na zajęciach ze scenariusza mówili nam, że możesz zrobić najbardziej sztampowy i w ogóle nieodkrywczy film, ale jeśli wzbudzisz w widzu prawdziwe emocje, to wygrałeś. I że o to chodzi w kinie.

Zawsze miałam problem z ocenianiem filmów. Filmweb z „gwiazdkami” wydawał mi się niezręcznym wynalazkiem. „Fajny”? „Bardzo fajny”? „Świetne zdjęcia, ale potencjał aktorów niewykorzystany”? „Dyszka za to, jak mną wstrząsnął”?

I kiedyś poszłam na film „Pachnidło”. I zrozumiałam, na czym polega mój problem. To nie jest tak, że ja nie wiem, co myśleć. Mi się to zmienia. 

Read More


Dzień Postaci z Bajek i horrory z dzieciństwa.

Już miałam publikować wpis o Leszku Marzycielu, kiedy uderzyła mnie wiadomość – dziś Dzień Postaci z Bajek! Gdybym go przegapiła, to byłby skandal. Dlaczego? Bo ja, razem z całą moją dorosłą rodziną, jesteśmy bajkowymi świrami. Potrafimy przy świątecznym stole porozumiewać się cytatami z bajek. Potrafimy zadzwonić w drugiego końca kontynentu, bo nie możemy sobie przypomnieć imienia postaci i nie daje nam to spokoju. Potrafimy wejść do kuchni z tekstem „robi się ciemno, robi się ciemno, ciemno” i reszta wie, że jesteś Gargamelem. Co prawda, nasz repertuar ogranicza się do bajek do lat 90 + nowsze pełnometrażowe Disney’e, ale wierzcie mi, to w zupełności wystarczy.

Z okazji dzisiejszego święta chciałabym się z Wami podzielić najstraszniejszymi i najbardziej schizowymi scenami z bajek Disneya, które prześladują mnie do dziś.

Read More


Bloglovin’
Follow