V Podaj Wiosło i wnioski z Łyżki Dziegciu.

Nie jest łatwo wyjść z festiwalu. Obsługa klubu na to zdanie wywróciłaby oczami, wspominając przeganianie nas o świcie. A po wszystkim, festiwal trzeba odespać. I wtedy następuje jeszcze gorsze „wyjście” – do codzienności. A jest to strzał w pysk. Tak, jakby się obudzić ze snu, w którym mogłeś latać, a kiedy lądowałeś, to na plaży na Malediwach. I dzwoni budzik.

Mój kumpel improwizator (imię pominę dla dobra jego relacji ze znajomymi), po jednym z Wioseł wrócił do swojego miasta i natychmiast wpadł, jak my wszyscy, w depresję pofestiwalową. Jak sobie poradzić z tym ogromem wrażeń? I spotkał swoją kumpelę, Wysłanniczkę Codzienności. Kumpela mówi mu, pełna emocji „Żałuj… żaałuj, że Ciebie w sobotę nie było… TAKA była impreza…”. „A co się działo?” zapytał. „Robiliśmy GOFRY.”

I tak oto, wsiadając do samochodu o 1 w nocy po zakończeniu V Gdańskiego Festiwalu „Podaj Wiosło” byłam już tak wyczerpana, że sięgnęłam dłonią do radia, żeby przełączyć piosenkę, kiedy się zorientowałam, że jest wyłączone, a piosenka prześladuje mnie tylko w głowie. To był dobry moment na zakończenie tego szaleństwa, w które każdy wkłada swoje serce i temperament.

I serca, i temperamenty dało się słyszeć podczas Łyżki Dziegciu, czyli dyskusji, którą prowadziłam na sam koniec, w niedzielę o 22.00. Mimo godziny i ogólnego zmęczenia, dyskutowała masa improwizatorów, od najmłodszych, po najstarszych, a do tego kilkoro widzów. Warto dodać, że ja musiałam wyjść po trzech godzinach, a podobno najwytrwalsi dyskutowali jeszcze do 3 w nocy.

Przechodząc do rzeczy – oto najważniejsze tematy dyskusji i wybrane punkty widzenia:

Read More


Impro z perspektywy geja

Przed Wami pierwszy gościnny wpis na blogu. Temat ten nurtuje mnie od dawna, ale gdybym to ja ten tekst napisała, byłby pustym teoretyzowaniem.

Ile razy, uczestnicząc w impro słyszeliście sugestię „gej” (co zawsze budzi rechot na widowni)? A ile razy postać geja pojawiała się na scenie z innych powodów? Wyobraźcie sobie, jak wyglądają te sceny, które widzieliście. A ile razy słyszeliście ze sceny, lub widowni „pedał?” Ja ostatnio widziałam występ, w którym jedna ze scen opierała się na wyzywaniu od pedałów. I w tym czasie wymieniałam porozumiewawcze spojrzenia z siedzącym obok mnie kumplem. A co w tych spojrzeniach było, opowie Wam on sam. Impro z perspektywy geja (improwizatora).

Read More


Impro Praktyka #2 – Kryzysy Twoje i Twojej grupy.

Impro jest wspaniałą przygodą. Oferujesz na ołtarzu sceny siebie, a w zamian dostajesz frajdę, satysfakcję, uniesienia, rozwój. Angażujesz się emocjonalnie i w pewnym sensie może zakochujesz. Pisałam już o tym w tekście „Nie rób tego, co kochasz”. Wszystko idzie gładko, aż w którymś momencie… no właśnie. Pojawiają się kryzysy. Piszecie mi o nich z niepokojem. Spokojnie. Czy zrywasz z dziewczyną przy pierwszej sprzeczce?

Read More


Impro Praktyka #1 – Nadużycia

Zgodnie z zapowiedziami, ruszam z cyklem odpowiadającym Waszym potrzebom. Rozmawiam z Wami na warsztatach i poza nimi, i za każdym razem pojawiają się nowe pytania i tematy, które Was nurtują. Niezależnie,  czy jesteście impro nerdami, czy właśnie przyszliście na pierwsze warsztaty, pytania dotyczą absolutnie wszystkich aspektów improwizacji, od techniki, przez wymiar artystyczny, po filozoficzny. Bardzo mnie cieszy, jak dzielicie się ze mną swoimi przemyśleniami i to, co ja mogę zrobić dla Was, to podzielić się swoimi. Nie jest to Prawda Absolutna. Jest to moja prawda, którą wypracowałam przez lata pracy z impro, a która ewoluuje z czasem. Zachęcam do brania z niej tego, co dla Was istotne i dzielenia się tym, co Wam w duszy gra.

Pytań jest już cały stos, ale przedwczoraj na warsztatach wypłynął temat, którego nie mogę odłożyć na potem, bo jest zbyt ważny, więc będzie numerem jeden.

Co zrobić, jeśli gram z kimś scenę, a on/ona zaczyna przekraczać granicę tego, co ja, jako aktor/ka chciałabym zrobić? Na przykład, grając mojego faceta, łapie mnie za tyłek?

Read More


3 twarze Twojego największego krytyka – Ciebie.

Są takie dni, kiedy czujesz się gorszy od innych? Albo po prostu, jakąś taką, kiepską wersją siebie? Albo od dawna zabierasz się za nowe przedsięwzięcie, ale jakoś zawsze wszystko inne jest ważniejsze, a nawet, kiedy masz czas, to coś w środku blokuje Cię przed podjęciem wyzwania?

Powiem Ci, w czym leży problem.

W Tobie.

Oho, poruszył się. Usłyszał to zdanie, wstał z wygodnego fotela, w którym się wygrzewał, w kącie Twojej świadomości i już jest gotowy do akcji. Nieco niezadowolony, że mówię o nim otwarcie, bo potrafi działać całymi latami będąc niezauważonym, a tak mu się najlepiej. Twój Wewnętrzny Krytyk. Przywitaj się z nim, nieładnie tak ignorować kogoś, z kim rozmawiasz codziennie.

Read More


Filmy jak perfumy.

-No i jak?

Pierwsze pytanie po wyjściu z kina. A jeśli nie padnie, to jest to największy dramat filmu, bo znaczy, że był tak nijaki i nie ma o czym gadać. Kiedy zaczynałam studia z reżyserii, myślałam, że najgorsze, co może się stać, to zrobić zły film. O którym ludzie będą mówić, że jest zły, bo to, bo tamto. A po studiach stwierdziłam, że jest coś gorszego. Zrobić nijaki film. Zwróćcie uwagę na napisy końcowe dowolnego filmu kinowego. Choćby największego gniota. Przy nim pracowały dziesiątki, jak nie setki ludzi. Od aktorów, reżyseria, operatora, dźwiękowców, scenarzystów, montażystów, producentów, charakteryzatorów, kompozytorów, po catering, kierowców, animatorów, stand-in’ów (czyli ludzi, którzy stoją zamiast aktora podczas ustawiania kamery, żeby on nie musiał tak stać, tylko sobie usiadł, wziął łyka kawy, powtórzył tekst i porozmawiał z reżyserem), asystentów, scriptów (pilnujących, które ujęcia już nagrane, a której jeszcze nie), speców od kontynuacji (który patrzą w ekranik i pilnują, żeby warkoczyk był po dobrej stronie i rekwizyt na miejscu), właścicieli lokali i treserów psów potrzebnych do filmu, i dziesiątki, setki innych. I oni wszyscy pracują nad tym, poświęcając się od świtu do zmierzchu, aż nie padną. Nie dni. Tygodnie. Miesiące. Preprodukcji, kręcenia, postprodukcji.

I gdy ludzie wychodzą z kina i zamiast być wzruszeni, to wzruszają ramionami, to jest dramat. I gdy ludzie, zamiast kłócić się, czy film jest dobry, czy bardzo zły, po prostu nie idą do kina, bo „nic ciekawego”, to jest dramat.

A z drugiej strony, zdarzało się, że wychodziłam ze znajomymi z kina i nie odzywaliśmy się kilka minut, idąc na przystanek, bo nie wiedzieliśmy, co powiedzieć. Bo w każdej głowie się kotłowało i myślami jeszcze nie wyszliśmy z filmu. Bo jeszcze przeżywaliśmy. Na zajęciach ze scenariusza mówili nam, że możesz zrobić najbardziej sztampowy i w ogóle nieodkrywczy film, ale jeśli wzbudzisz w widzu prawdziwe emocje, to wygrałeś. I że o to chodzi w kinie.

Zawsze miałam problem z ocenianiem filmów. Filmweb z „gwiazdkami” wydawał mi się niezręcznym wynalazkiem. „Fajny”? „Bardzo fajny”? „Świetne zdjęcia, ale potencjał aktorów niewykorzystany”? „Dyszka za to, jak mną wstrząsnął”?

I kiedyś poszłam na film „Pachnidło”. I zrozumiałam, na czym polega mój problem. To nie jest tak, że ja nie wiem, co myśleć. Mi się to zmienia. 

Read More


Nie rób tego, co kochasz.

„Mój ojciec mógł być świetnym komikiem, ale nie wierzył, że to jest możliwe. Dokonał konserwatywnego wyboru – wziął bezpieczną pracę, jako księgowy i kiedy miałem dwanaście lat, został z tej bezpiecznej pracy zwolniony. I nasza rodzina musiała robić wszystko, żeby przetrwać. Nauczyłem się wielu ważnych rzeczy od mojego ojca, między innymi, że możesz ponieść porażkę w tym, czego nie chcesz robić, więc równie dobrze możesz dać sobie szansę i zrobić to, co kochasz.”

Read More


Boję się, że głupieję.

Boję się, że głupieję.

Po ośmiu latach studiów mój mózg powiedział „Już? Dzięki Bogu!” i udał się na zwolnienie lekarskie po latach nerwów i wysiłku. I zostawił mnie samą w wielkim świecie dorosłych obowiązków.

Read More


Podróżne zabawy dorosłych improwizatorów.

Jutro ruszamy z pierwszą częścią trójmiejskiej ekipy na Międzynarodowy Festiwal Improwizacji Scenicznej Improfest do Krakowa. To takie „Podaj Wiosło”, tylko organizowane przez równie starych, krakowskich improwizatorów z grupy Ad Hoc (buziaczki!) i młodsze krakowskie impro, w ich krainie.

– Brać jakieś gry do pociągu?

– zapytał dziś Rafał. W jednej sekundzie stanęły mi przed oczami najróżniejsze aktywności, jakimi zajmowaliśmy sobie czas podczas improwizacyjnych podróży po Polsce. Ile godzin można czytać książki, jak się jest w tak łobuzerskim towarzystwie? Śpiewanie wszystkich piosenek w radiu, zwłaszcza jak nie zna się melodii i słów, historyjki jednosłowne, improwizowane piosenki po wersie, zadawanie haseł, które przeciwna drużyna musi wytłumaczyć tylko za pomocą 5 słów, zwierzęta na zadaną literę alfabetu (tak, do tego dochodziło)… I po chwili zastanowienia, na wierzch tego kotła wspomnień wypłynęło takich 5 sytuacji, z których możecie wykorzystać każdą podczas podróży do Krakowa z różnych zakątków Polski… zwłaszcza ostatnią 😉

Read More


Jak zrobiliśmy z Leszka marzyciela, czyli „Graj tak, żeby Twój partner…

Kiedy jeszcze istnieli W Gorącej Wodzie Kompani, mieliśmy swoje oficjalne motto. Było to zdanie Zenona z Kiton – część ludzi myślała, że nasze i go sobie wymyśliliśmy, ale ten naprawdę istniał i podobno to powiedział. „Natura dała nam dwoje uszu i jedne usta, żebyśmy dwa razy więcej słuchali, niż mówili”. Dobrze jest spróbować tej zasady nie tylko na scenie, ale i w życiu. Ile razy rozmawialiście z kimś, potakiwaliście, jak mówił, ale w głowie mieliście zdanie, które mu powiecie, jak tylko skończy zdanie? Znałam kiedyś chłopaka, który chełpił się tym, że „Nigdy nie zapomina, co chciał powiedzieć” i nie tracił swojego wątku w rozmowie. Ja wówczas myślałam sobie „Łał, a ja co chwilę się zasłucham w to, co druga osoba mówi i zapominam, co chciałam wcześniej powiedzieć. Widocznie było nieważne”. I wiecie co? Może było nieważne. A może było ważne, ale uznałam, że ważniejsze jest poświęcić uwagę rozmówcy, a nie swoim myślom. Ale jednego jestem pewna. Najwięcej w życiu nauczyłam się, bo słuchałam ludzi, a nie do nich mówiłam.

Read More


Bloglovin’
Follow