Boję się, że głupieję.

Po ośmiu latach studiów mój mózg powiedział „Już? Dzięki Bogu!” i udał się na zwolnienie lekarskie po latach nerwów i wysiłku. I zostawił mnie samą w wielkim świecie dorosłych obowiązków.

Ostatnio pojechałam wymienić opony. Od kilku lat to robię, więc nic nowego. W warsztacie przypominam panu o wymianie czujnika, daję kluczyki, wychodzimy na zewnątrz, pan pyta  pro forma „Opony są w samochodzie?” I ja zamieram. Pan widzi moje spłoszone spojrzenie i próbuje mi pomóc. „…bo nie były przechowywane u nas?” – ja łapię haczyk, marszczę brwi i mówię „hmm, faktycznie, chyba nie” i zabieram panu kluczyki, rzucając z oddali, że zaraz wracam. I to nawet nie chodzi o to, że ZAPOMNIAŁAM opon. Ja NIE POMYŚLAŁAM o tym, żeby je wziąć.

Później, przez nieuwagę i zmianę organizacji ruchu przy budowie jedynego w promieniu kilometra centrum handlowego w centrum Gdańska, wjechałam w zakręt wymuszając pierwszeństwo. Pech chciał, że na samochodzie pełnym dresów. Którym nie starczyło, że na mnie natrąbili, o nie, musieli się potem ze mną zrównać i zbluzgać przez okno, jak szmatę.  A ja, jako, że nigdy mi się wcześniej coś takiego nie przytrafiło, zaczęłam sobie wyobrażać, że krzyczą: „Musisz bardziej uważać! Coś mogło się stać!. Nie każdy będzie na drodze tak uważny jak my! Jesteśmy naprawdę zaniepokojeni!”.

Ale dopiero trzecia sytuacja naprawdę mnie zdenerwowała. Mój chłopak chce wywiercić dziurę w ścianie. I prosi mnie, żebym przytrzymała odkurzacz, żeby z dziury nie pyliło. No i staję, przykładam, a on zaczyna się śmiać! I pyta „Serio? Naprawdę?”, doprowadzając mnie w trzy sekundy do wściekłości. Zaczynam krzyczeć, o co mu chodzi, o co się czepia, czy nie może po prostu powiedzieć, ale on tylko śmieje się coraz głośniej, a ja orientuję się, że nie włączyłam odkurzacza.

Ale uczę się z tym żyć. I kiedy już myślę, że osiągnęłam nowy rekord, przypominam sobie Wiolkę, która miesiąc temu mówi „Wiecie, co odkryłam? Myślenie. Że mogę powiedzieć coś w głowie i nikt nie musi się o tym dowiedzieć.”

To ja wracam do myślenia.

/fot. Łukasz Rat Czerwiński